Podział punktów w derbach Gminy Dębno po ciekawym meczu

Kłos

 

 

Było blisko niespodzianki…

 

 

 

 

Sokół Maszkienice  –  Kłos Łysa Góra  3-3  (1-1)

 

 

Bramki:

0-1 Stachelek ’21

1-1 Kozieł ’38

2-1 Kozieł ’69

3-1 Marek Węgrzyn ’71

3-2 Śliwa ’81

3-3 Koczwara ’90

 

Sędziował: A. Kasztelewicz (KS Żabno)

Żółta kartka: R. Chmielarz (Sokół).

Widzów: 80

 

KŁOS: Rzepa – Matura, Widło, J. Sacha (59. Czyż), Mirek (46. Koczwara) – Gaczoł, M. Kutek, Bodzioch, Stachelek – Ogar, Śliwa.

Sokół: Kalemba – Zawada, R. Chmielarz, Bogusz (78. Lech), Kubala – Marek Węgrzyn, Buch (86. Janisz), Kozieł, Płachno – Dzieński (19. Szabat), Tomczyk (89. Mateusz Węgrzyn).

 

 – Czytając pomeczową relację na stronie Sokoła Maszkienice, autor tekstu wyraźnie daje do zrozumienia, że to Kłos szczęśliwie zremisował z Sokołem. Zgodzę się, że przegrywając 3-1 do 81 min. końcowy rezultat 3-3, zawodnicy Kłosa wzięliby w ciemno. Jednak z przekroju całego spotkania, uważam że to przedostatni w ligowej tabeli Kłos, miał klarowniejsze sytuacje pod bramką przeciwnika, które sobie wypracował.  Jeśli autor, opisuje sytuację po której padła bramka dla Sokoła po błędzie defensywy gości i Kozieł korzysta z „prezentu” – podnieca się w taki o to sposób:  cytat ze strony Sokoła:  „zawodnik wbiega w pole karne jak Kłosa niczym jak nóż w masło i mocnym uderzeniem z 11 m pod poprzeczkę pokonuje Rzepę.”  to w takim razie żeby zobrazować z jaką łatwością drużyna z Łysej Góry „rozmontowała” obronę Sokoła w 81 min. po filmowej akcji Damiana Śliwy z Mateuszem Kutkiem, wypadałoby napisać, że gracze Kłosa weszli w nią niczym penis w macicę podczas stosunku.  Takich zagrań nie często ogląda się w telewizji. Odnoszę wrażenie, że administrator strony internetowej Sokoła z Maszkienic był chyba na innym meczu, lub przespał pierwszą odsłonę tego pojedynku i wyżej opisaną bramkę zdobytą przez Kłosa na 3-2. Szkoda, że nie opisuje się wydarzeń meczowych obiektywnie, przecież to nic nie kosztuje. Czy nie łatwiej byłoby po prostu napisać, że remis w meczu z Kłosem, jest dla Sokoła porażką?  Lub, że nie na taki rezultat liczyli gospodarze i niespodziewanie zgubili punkty? Potknięcia się zdarzają przecież! Postaram się obiektywnie opisać niedzielne wydarzenia boiskowe z meczu derbowego. Użyty przeze mnie zwrot absolutnie nie ma na celu obrażenia żadnej z osób, ma tylko i wyłącznie charakter porównawczy.

  –  Ciekawe, trzymające w napięciu do ostatniego gwizdka arbitra, spotkanie derbowe obejrzeli zgromadzeni kibice w Maszkienicach.  Przed meczem nie trudno było wskazać faworyta tego pojedynku, który w swoim składzie miał dwóch graczy z przeszłością trzecioligową, a także zawodnika, który rozgrywał mecze na poziomie IV ligi. Zupełnie inne bieguny w ligowej tabeli zajmują zespoły Sokoła i Kłosa, zupełnie inne cele na sezon sobie postawiły.  Przez 90 minut tego pojedynku, stojącego na przyzwoitym poziomie, różnicy nie było widać. Kłos był równorzędnym przeciwnikiem, dla Sokoła. Ba!  Już po pierwszej połowie, ekipa z Łysej Góry mogła mieć dwu, a nawet trzy bramkową zaliczkę.  Uważam, że przełomowym (gdy Kłos prowadził już 0-1) momentem była sytuacja w 27 min. kiedy to rozpędzonego Ogara, w polu karnym, ewidentnie rekami zahaczył bramkarz gospodarzy, Kalemba. Pomimo sygnalizacji asystenta, który nawet już zmierzał pod linię boczną pola karnego, będąc święcie przekonanym, że decyzja arbitra głównego może być tylko jedna…   ku zaskoczeniu wszystkich, gwizdek sędziego milczał!  W 32 min. w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem Sokoła, znalazł się Śliwa, ale w tej dogodnej sytuacji trafił piłką prosto w niego.

  W 8 min. Gaczoł  „przeciął” dośrodkowanie w pole karne, które zmierzało do Dzieńskiego, zażegnując tym samym niebezpieczeństwo pod własną bramką. W 12 min. gospodarze przeprowadzili składną akcję, szybkie, krótkie podania wymienili Tomczyk i Kozieł, po strzale tego ostatniego Rzepa schwytał futbolówkę. Trzy minuty później kąśliwe uderzenie Dzieńskiego sprzed pola karnego, zmierzało w środek bramki i nie mogło to zaskoczyć dobrze ustawionego bramkarza Kłosa.  W odpowiedzi Kłos: w 17 min. z lewej strony pola karnego, płasko strzelał Śliwa, ale uporał się z tym Kalemba.  W 21 min. rzut wolny z odległości 17 m. egzekwował Śliwa, po jego uderzeniu piłkę „wypluł”  bramkarz z Maszkienic, a ze skuteczną dobitką pospieszył Stachelek, który posłał piłkę między nogami Kalemby i ta znalazła już drogę do bramki.  W 24 min. z ok. 14 m. strzelał Płachno,  piłka po rykoszecie, wylądowała ostatecznie w rękach Rzepy. W 27 min. miała miejsce sytuacja, opisana powyżej: do prostopadłego podania w pole karne doszedł Ogar, trącił piłkę przed siebie, golkiper miejscowych zahaczył go rękami, zawodnik Kłosa padł na ziemię, ale prowadzący to spotkanie arbiter nie odgwizdał wyraźnego przewinienia gracza Sokoła…  Minutę później, dokładnie wzdłuż linii bramkowej z prawej strony pola karnego zagrał Stachelek, Bodzioch uderzył mocno, bez przyjęcia z lewej nogi, a piłka trafiła tylko w boczną siatkę. Szkoda, bo było naprawdę blisko!  W 32 min. Widło ‚uruchomił’ podaniem z głębi, Śliwę, który znalazł się sam na sam z bramkarzem miejscowych i pomimo tej dogodnej sytuacji, trafił piłką prosto w niego.  Gospodarze doprowadzili do wyrównania w 38 min. za sprawą Kozieła, który ładnym, precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego, tuż przy słupku (z ok. 20 m.), zmusił do kapitulacji Rzepę.

  Po zmianie stron, jako pierwsi bramce rywala zagrozili miejscowi, z daleka uderzył Kubala, ale zbyt czytelnie by mogło to zaskoczyć Rzepę. W 54 min. Buch przejął piłkę po stracie graczy z Łysej Góry, jego mocny, płaski strzał z okolic „szesnastki”  wylądował w rękach bramkarza przyjezdnych. W 58 min. pojedynku, arbiter ponownie oszczędził gospodarzy; wychodzący na czystą pozycję Ogar, który miałby przed sobą tylko Kalembę, został sfaulowany przez R. Chmielarza, za co obejrzał jedynie żółty kartonik. W 69 min. Kozieł skorzystał z „prezentu” od defensywy Kłosa, która tak nieudolnie ekspediowała piłkę spod własnej bramki, że wylądowała pod nogami doświadczonego zawodnika gospodarzy, który huknął mocno z 14 m. i piłka po rękach Rzepy wpadła pod poprzeczkę, Sokół objął prowadzenie. 2-1. Dwie minuty później zawodnicy Sokoła cieszyli się z kolejnej strzelonej bramki: po wznowieniu gry z autu przez miejscowych, wrzucona piłka w pole karne odbiła się na nierówności, zupełnie uniemożliwiając wybicie jej stoperowi Kłosa, przejął ją Tomczyk, zagrał na przeciwległą stronę pola karnego do Marka Węgrzyna, który dopełnił już formalności, trafiając z bliska. Rezultat zawodów brzmiał 3-1.  W 81 min. na prawym skrzydle, zawodnicy Kłosa przeprowadzili piękną, filmową akcję, przy której obrona Sokoła nie bardzo wiedziała co się dzieje… obudzili się kiedy to po finezyjnym strzale lewą nogą Śliwy, piłka wylądowała w „okienku” bramki Kalemby. Strzelcowi bramki, efektownie piętą zagrywał inny młodzieżowiec Kłosa (a w podstawowym składzie było ich w tym meczu aż pięciu), M. Kutek.  Było 3-2 dla gospodarzy.  Na pięć minut przed końcowym gwizdkiem z rzutu wolnego uderzał Buch, ale piłka poszybowała nad poprzeczką.  Miejscowi przedwcześnie zaczęli chyba cieszyć się ze skromnego zwycięstwa nad Kłosem (?)  w 90 minucie, z lewej strony rzut rożny egzekwował Bodzioch, jego dośrodkowanie spożytkował Koczwara, który pozostawiony bez opieki, huknął bez przyjęcia, z tzw. pierwszej piłki, z woleja i Kalemba zmuszony był wyciągnąć ją z siatki. W tym momencie plan Sokoła, na spuszczenie łomotu Kłosowi,  ch*j bombki strzelił i zgłaszający aspiracje do awansu do klasy okręgowej zespół z Maszkienic, musi zadowolić się jedynie 1 pkt. w meczu z ligowym słabeuszem z Łysej Góry.

Pozostałe mecze 22 kolejki:

Strażak Mokrzyska – Start Biadoliny Szlach. 6-1

Pogórze Gwoździec – Poręba Spytkowska – nie odbył się ze względu na zły stan boiska.

Iskra Łęki – Victoria Bielcza 4-2

Błękitni Przyborów – Arkadia Olszyny 1-5

Korona Niedzieliska – Victoria Porąbka Usz. 1-3

Tymon Tymowa – Iva Iwkowa 4-2

T A B E L A

(90 Minut)